Umierające ze starości branże

Umierające ze starości branże

Niedawno zapytałem kolegę czy warto zapisać się do jednej z Izb Handlowych. Usłyszałem w odpowiedzi opinię: Nie. Jest ta spore grono ludzi, którzy często się czegoś dorobili dawno temu i odcinają coraz mniejsze kupony. Nie interesuje ich szukanie dobrych praktyk, wymiana wiedz, rozwój… Czekają na emeryturę. Zresztą ich firmy nierzadko też. Bo sukcesorów nie ma. Jest też jeszcze bardziej żałosna grupa młodych ludzi, którzy zapisali się z myślą by sprzedać coś tym dziadkom. Nie chodzi mi o wiek, sam przecież nie jestem młody. Ci ludzie są starzy mentalnie. Nie mają już potencjału. Nie dali rady zmienić swojego sposobu myślenia. Kilka firmy nie przynosi zysku i dopłacają do nich, ale nie przyznają się do porażki i nie poszukają zmian.

Ta dobijająca poniekąd opinia daje niestety obraz wielu organizacji. Podczas swoich zawodowych odwiedzin w firmach trafiam na wiele bardzo zróżnicowanych branż. Jestem czasem w szoku. Przypominają oni bąki. Dlaczego? Naukowo nie można wyjaśnić biorąc pod uwagę dane z fizyki, jak one mogą latać. Ale lecą. Jeszcze. Niektóre spadają.

(do dyrektora produkcji) Jakie działania podejmujące efektywność zakładu zna Pan? Człowiek milczy. Czasem wymienia 5S, ale koło niego lezą śmieci. Czasem lean.

Ich działy sprzedaży to często biura obsługi klienta. Zero proaktywności. Nowych pomysłów, narzędzi…

Działy HR to tylko kadrowe.

Procesy? Raczej ręczne sterowanie. Automatyzacja w formie IT? Nie.

Kadra też czekająca w status quo na emeryturę.

Potrafię wymienić kilka sporych branż, gdzie życie zatrzymało się zaraz po upadku PRL-u. Nie piszę tego by marudzić. Przeciwnie. Zastanawiam się jak ogromny potencjał mają te organizacje?