Pewnego dnia, wracając z pracy do domu, spojrzałem w lusterko samochodowe i sam siebie zapytałem: „Dlaczego znów wracam zmęczony, rozdrażniony i z głową pełną tematów, których nawet nie powinienem ruszać?” Przecież mam zespół. Mam kierowników. Mam ludzi, którzy powinni wiedzieć, co robią.
A jednak… znów ja dzwoniłem do klienta, bo „komuś było niezręcznie”. Ja poprawiałem prezentację, bo „miała iść dziś, a oni się nie wyrobili”. Ja podejmowałem decyzję, bo „zabrakło pewności”. Lista zadań, tematów i „drobnych próśb” rosła jak hydra – odcięta głowa odrastała w dwóch kopiach.
To nie ja zarządzałem firmą. Ja gasiłem pożary po innych.
Nie chodziło nawet o to, że nie chcieli pracować. Przeciwnie. Byli zaangażowani. Tylko że nauczyli się, że szef i tak zrobi to szybciej, pewniej, bez ryzyka. I że to właśnie ja – zawsze – odpowiadam za „trudne tematy”.
Przykład?
➡️ Kierownik działu dzwoni: „Mamy problem z dostawcą, nie wiem, czy złożyć reklamację. Może Ty porozmawiasz z nimi?”
Zamiast zapytać: „Co proponujesz?”, odpowiedziałem: „Dobra, daj mi numer”.
➡️ Specjalistka przychodzi: „Nie jestem pewna, jak odpisać klientowi, który się skarży”
Nie poprosiłem o szkic, tylko usiadłem i napisałem za nią.
➡️ Nawet w kwestiach strategicznych: „Chcemy wdrożyć nowy proces, ale są kontrowersje. Możesz zdecydować?”
Zamiast wymusić ustalenia zespołowe – przejąłem temat.
Krok po kroku oddałem własną firmę… własnym pracownikom.
A oni, widząc to, nie z lenistwa, ale z wygody i lęku przed błędem – zaczęli się wycofywać. Ja za to miałem więcej, więcej i więcej na głowie. I coraz mniej czasu na rzeczy naprawdę ważne: strategię, zarządzanie, doskonalenie, łączenie kropek, rozwój, ludzi.
Z biegiem czasu zobaczyłem, że to nie oni są problemem. To ja ich zepsułem. Przez dobre chęci. Przez kontrolę. Przez to, że zawsze ratowałem sytuację.
Co zrobiłem, żeby to zatrzymać?
✅ Zacząłem od siebie. Zrozumiałem, że każda cudza odpowiedzialność, którą przejmuję – zabiera moją energię i uczy ich bezradności.
✅ Zacząłem odpowiadać pytaniem na pytanie. Kiedy słyszałem: „Co mamy zrobić?”, mówiłem: „A jak Ty to widzisz?”
Wiedza była. Odwaga rosła z czasem.
✅ Wdrożyliśmy zasadę „właściciela tematu”. Każdy temat ma swojego lidera – i to on podejmuje decyzję, koordynuje, komunikuje. Ja mogę wesprzeć. Ale nie przejąć.
✅ Na spotkaniach 1:1 z FlowUp cyklicznie omawiamy przypadki, gdzie ktoś chciał „oddać temat do góry”. Rozkładamy to, uczymy się, jak w przyszłości rozwiązać to samemu. Dlaczego postępowałem tak czy tak.
✅ Przeprowadziliśmy warsztaty dotyczące odpowiedzialności odpowiedzialności i modelu podejmowania decyzji. Pokazaliśmy, co znaczy decydować, jakie są granice decyzyjności i jak rozmawiać z przełożonym/liderem, by nie zrzucać odpowiedzialności i nie zabierać jej komuś.
Dziś? Po kilku miesiącach procesu zmiany jestem mniej zmęczony. Więcej tematów kończy się beze mnie. Ludzie nie boją się podejmować decyzji. A jeśli pytają – to przychodzą z propozycją lub naprawdę dużym problemem wymagającym kooperacji zespołu.
Jeśli jesteś właścicielem firmy, zadaj sobie kilka trudnych pytań:
💬 Ile tematów zrobiłem dziś, które mogły być zrobione przez zespół?
💬 Czy uczę moich ludzi odpowiedzialności – czy wygody?
💬 Czy pomagam… czy wyręczam?
I jeśli czujesz, że coraz częściej jesteś pracownikiem własnej firmy zamiast liderem – czas coś zmienić. Nie chodzi o to, by przestać wspierać. Chodzi o to, by przestać ratować – i zacząć rozwijać.
Bo każdy przejęty temat… to okazja, którą właśnie odebrałeś komuś z zespołu.
💡 Chcesz odzyskać inicjatywę, autorytet i swój czas?
Zacznij od pierwszego zdania w rozmowie: „Co proponujesz?” – i nie rób kroku dalej za innych.


