Tą autentyczną historię wysłałem komuś prawie dokładnie 10 lat temu, dziś rano otrzymałem odpowiedź…

Roberto De Vicenzo słynny argentyński gracz w golfa, wygrał kiedyś turniej, otrzymał stosowny czek, po czym obdzielił uśmiechami fotoreporterów i zaczął szykować się do odejścia. Kiedy samotnie kierował się w stronę samochodu, podeszła do niego młoda kobieta, która pogratulowała mu zwycięstwa i powiedziała, że jej dziecko cierpi na śmiertelną chorobę, a ona nie ma środków na zapłacenie rachunków za szpital.
Poruszony jej opowieścią De Vincenzo wyjął pióro i wypisał swój będący nagrodą czek na jej nazwisko.
– Niech pani zapewni dziecku wszystko, co najlepsze, – powiedział, wsuwając go w jej dłoń.
W następnym tygodniu podczas lunchu w klubie podszedł do niego członek władz Zrzeszenia Profesjonalnych Graczy w Golfa i powiedział:
– W zeszłym tygodniu chłopcy z parkingu powiedzieli mi, że po turnieju spotkał pan młodą kobietę. – De Vincenzo przytaknął. – Cóż! – westchnął mężczyzna. – Mam dla pana kiepską wiadomość. To wariatka. Ona nie ma żadnych dzieci. Nawet nie jest mężatką. Zwyczajnie pana nabrała, przyjacielu.
– Chce pan powiedzieć, że nie ma żadnego umierającego dziecka? – spytał De Vincenzo.
– Właśnie.
– Ależ to najwspanialsza wiadomość, jaką usłyszałem w tym tygodniu!
Sami zabarwiamy nasze myśli wyobrażeniami. Nadając też sens rzeczom lub go odbierając.


